koziołki poznańskie – poprawione

 Poprawiony i uzupełniony tekst 

(Z uwagi na niezgodność historyczną oraz brakujący tekst piosenki-Sen o Poznaniu
W okresie rozgrywania się wydarzeń, które prezentuje inscenizacja na terenach Wielkopolski nie było jeszcze Bambrów) 
 

Scenariusz przedstawienia-inscenizacji 
„Legenda o poznańskich koziołkach”, na podstawie legendy „Przedziwna historia o koziołkach poznańskich”
 
 Tekst scenariusza: Maria Lidia Górecka
Osoby:
Narrator- wróżka lub wróż, osoba ubrana w czarną czapkę i długi czarny płaszcz
 z księgą w rękach
 
 

 Kuchmistrz   

Kuchcik Pietrek 

 Maciejowa 
  Mistrz Bartłomiej 

   Wojewoda 

 Burmistrz 

   Strażnik miejski 

 Dwa koziołki 

 
Dodatkowo:
 Osoby przebrane za mieszczan i innych obywateli miasta,

  
Dziewczynki w strojach ludowych z regionów Wielkopolski
recytujące wiersz o koziołkach- To nie jest bajeczka- zaczerpnięty z literatury

               Śpiewają piosenkę Sen o Poznaniu- tekst zaczerpnięty z literatury. 
 Scena:  Kotara z namalowanym  ratuszem z zegarem, ewentualnie schody dla stróża.  Za kotarą wieża ratuszowa z zegarem przestrzenna, u dołu wieży ławeczka na podwyższeniu-półka dla koziołków, schody, przed wieżą izba kuchenna z piecem i rożnem, z boku sceny stół z kuflem i misami, taboret. Nieco dalej z boku, dekoracje z namalowanymi kramami w tym rzeźnickimi (kramu oznaczone- but, świnka,)z drugiej strony trawa, drzewo ( tam będą koziołki)
 

Z drugiej strony sceny na podwyższeniu miejsce dla narratora. 

 

 Scena I

 

Rozciągnięta kotara z namalowanym Ratuszem.

 

Dziewczynki w strojach ludowych recytują wiersz:

  To nie jest bajeczka  
Możecie mi wierzyć  
Dwa małe koziołki  
Mieszkają na wieży  
Mają tam swój pokój
  Lecz w nim nie sprzątają
  Każdą nową miotłę  
Natychmiast zjadają.

  Lecz gdy zegar na wieży
  Wybije dwunastą  
Wychodzą na balkon
  Popatrzeć na miasto.  
Tupią kopytkami,  
Kiwają główkami  
Koziołkową modą
 
Różkami się bodą.  
Pocieszne koziołki  
Znaleźć je nie sztuka
  Jest miasto nad Wartą  
 tam koziołków szukaj.

 

 

 Piosenka  „Sen o Poznaniu”:

  Pośród szarych dni niedoli mej  
Przyśnił mi się jakiś dziwny sen  
(Sen jak bajka cudny, jak tęczowe dni  
To sen o Poznaniu drogim mieście mym)-2X  
 Tam gdzie Warta toczy wody swe,
 
Góra Przemysława wznosi się
 
Gdzie kolebkę swoją sławił polski ród
 
Leży stary Poznań znad warciańskich wód.

 

 

 Scena II- Przed Ratuszem

 

Narrator: 

Działo to się za panowania wielce miłościwego króla Zygmunta Augusta. 

Czasy były spokojne więc i szkatuła nie była pusta. 

Ojcowie miasta Poznania uradzili, aby na Ratuszu 

Zegar ufundować okazały 

Dla obywateli i dla miasta chwały. 

Właśnie nadszedł umówiony termin-15 września Roku panieńskiego 1551 

Na scenę wchodzą Mistrz Bartłomiej i mieszkańcy Poznania 

 

 Mistrz Bartłomiej: 

Jestem mistrz Bartłomiej 

Zegar ten to wykonałem 

I na ratuszu za przyzwoleniem założyć kazałem. 

Witam wszystkich zgromadzonych 

Rajców, mieszczan i dostojnie urodzonych. 

 Lud zaczyna się przepychać do Ratusza.
Drogę im zastępuje Stróż miejski,
który wchodzi na ustawione schody.

 

 

Stróż miejski:

  Jam jest miejski stróż,  
Co rozkazy wykonuje w mig i już.
  Wszelka ciżba i pospólstwo  
Do Ratusza wejść nie może  
Jeno dostojnicy z łaski bożej.
   Wszyscy się rozchodzą na boki ,
wybrane osoby rozciągają kotarę.

 

 

 Scena IV- W ratuszowej kuchni

 

 

Narrator:

W Ratuszu wszystko już było przygotowane: 

W Sali rozstawiono stoły, wyciągnięto pieczywa, cukry i gąsiory. 

Czekano tylko na pieczeń sarnią, przysmak wojewody  

I sam przyjazd dostojnych gości na uroczystość zaproszonych. 

(Do kuchni wchodzą kuchmistrz,
który obraca rożen oraz kuchcik Pietrek,
który polewa pieczeń lub coś miesza w misach.)

 

 


Narrator : 

Najwięcej roboty miał kuchmistrz poznański imć pan Gąska, 

 którego pieczyste znała niemalże cała Wielkopolska. 

W kuchni od samego rana 

 pomagał mu kuchcik Pietrek, dobre chłopaczysko  

ale dusza trochę rozbrykana. 

Zapachy tam unosiły się smakowite, 

 bo Gąska nie szczędził na ziołach i przyprawach rozmaitych. 

Przeto może właśnie lubo też z głodu, Pietrek patrzył z zazdrością 

 jak Gąska rożen obracał i raz po raz mięsiwa próbował z lubością.

 

 

 Pietrek: 

Panie Majstrze, nic nie jadłem, nic nie piłem, 

Dajcie mi choć krztynę. 

 

 Kuchmistrz Gąska: 

Nie marudź mi tu Pietrek, tylko bierz się do roboty. 

Goście lada chwila zjadą nie ma czasu na głupoty. 

 

 Pietrek: 

Ale słowo daję, tak mi kiszki marsza grają,  

Że z głody padnę zaraz.

 

 

Kuchmistrz:

A ten ciągle o tym samym.(Słychać  odgłos trąbki) 

 


Kuchmistrz
 

A cóż to za trąbka? O tej porze? 

To ja lecę zobaczyć, a ty Pietrek trzymaj rożen. 

I nie spuszczaj pieczeni z oczu, Dobrze ci radzę. 

Kuchmistrz przekazuje rożen Pietrkowi i wychodzi. 

 

 
Pietrek: 

No wspaniale, majstra nie ma, to chwilę odpocznę sobie.  

Oprę o komin ten rożen, trochę pojem, 

Tego miodku posmakuję, a do pieczeni zajrzę za chwilę. 

(Pietrek siada do stołu je i pije) 

Co za wspaniałe jadło, 

 jeszczem takiego  

w życiu swoim nie próbował. 

 Ano to tylko dla dostojników koniec i basta. 

 

 Narrator: 

Gdy tak Pietrek siedział, nagle stała się rzecz straszna.  

Rożen obsunął się z komina i pieczeń runęła w sam środek ogniska. 

Wybuchł ogień, a później kuchnię obległy dymu kłębowiska. 

 

 Pietrek: 

Ratunku! Pali się!.. Pali się!.. 

 (Nadbiega kuchmistrz)

 

 

  Kuchmistrz:

A któż to, tak u licha drze się. 

Wszędzie czarno jak w kominie, wszędzie pełno dymu. 

(Kuchmistrz zły wykrzykuje) 

Pietrek, ty chuncfocie, cóżeś robił przy robocie!? 

(kuchmistrz lamentuje) 

Nie ma co ratować, pieczeń jak węgiel wygląda. 

A tu tylko patrzeć jak przybędzie wojewoda 

 ( kuchmistrz za głowę się łapie, Pietrek płacze) 

 


Kuchmistrz:
 

Co ja pocznę nieszczęsny, ach ty, nieboże? 

Co ja na stół wyłożę? 

(Po chwili zwraca się do Pietrka) 

 

  Kuchmistrz: 

Masz tu Pietrek dukata i chybaj, a żywo do kramu rzeźnickiego 

I nie wracaj bez mięsiwa jakiego. 

 

Scena V 

(Pietrek łzy ociera i biegnie w stronę kramów)

 

Pietrek: 

Biegnę już majstrze, co sił w nogach  

( Pietrek biegnie i puka do kramów) 

Wszystko pozamykane, Ola Boga, Ola Boga! 

Wszak to niedziela 

Zawarte na amen wszystkie kramy 

 bo każdy poszedł pod ratusz 

 Zobaczyć zegar  nowo ufundowany. 

Co ja biedny zrobię? 

Gąska mi skórę złoi,  jak na majstra przystoi. 

(siada i płacze) 

 

 

 Scena VI 

(Na scenie z boku pojawiają się koziołki) 

 

 Pietrek: 

A to co? Czy ja dobrze słyszę? (słychać beczenie koziołków) 

Beczenie dochodzi z tamtej łączki zacisznej. 

Co za szczęście! Dwa koziołki małe. 

Ale piękne i tłuste, na pieczeń doskonałe. 

 

 

 Narrator: 

Niewiele myśląc porwał Pietrek za powrózek i popędził z koziołkami do Ratusza. 

Nie zważając na krzyk niewieści dobiegający z dala do jego uszu.

 

 

(Zza sceny słychać krzyk Maciejowej: 

Zostaw, to moje koziołki! 

Pomocy! Ludzie ! Okradli mnie Rabusie! 

Zabrali koziołki malusie

 

  

Scena VII Kuchnia ratuszowa 

 (Do kuchni wpada zdyszany Pietrek i woła) 

 

 

 Pietrek: 

Panie majstrze nic nie kupiłem, bośmy zabaczyli, że dzisiaj niedziela 

Ale te koźlaki znalazłem 

Niech pan bierze i do dzieła. 

 

 

Kuchmistrz: 

Widzę żeś nie w ciemię bity,  

Będzie jeszcze z ciebie kuchmistrz znakomity. 

Co prawda, zacny myśliwy pan Wojewoda 

Ale tak je przyrządzę, że mięsiwa nie rozpozna. 

Pietrek rozpętaj koźlęta i dołóż drew na ogień. 

A ja skoczę po nóż i nowy rożen. 

 

 

 Narrator:

Rozwiązał Pietrek koźlęta, a potem dmuchał w żar wygasły 

A tymczasem koziołki małe prysnęły na wieżę przez drzwi otwarte.  

 

 

 Pietrek:

Stójcie, stójcie wy potwory! 

Zaraz was złapię, 

Jakem kuchcik mały. 

 

  

Narrator:

Biegł Pietrek z krzykiem za nim niestety już za wysoko były 

Usiadł tedy na ostatnim stopniu wschodów i zapłakał głośno 

 nad swoją dolą żałosną.

 

Wpada Gąska i pyta: 

Pietrek, gdzie koziołki? 

 

 

Pietrek (zapłakany i zrezygnowany): 

Tam na górze, pod zegarem majstrze 

Poszły chyba popatrzeć na miasto. 

Bez drabiny ich nie ściągniem, nie ma mowy.

 

 

Kuchmistrz: 

Pietrek, ja do żartów nie mam dzisiaj głowy 

 

 Pietrek: 

Pan majster patrzy, ja nie żartuje.  

 

Kuchmistrz: 

(siada obok Pietrka i mówi) 

Już nas dziś nic nie uratuje, 

Taka widać Wola Boska 

Trzeba będzie jeno chlebem 

Witać gościa. 


Wchodzą mieszkańcy Poznania,
zastawiając kuchcika i kuchmistrza

 (W tym czasie kuchmistrz i kuchcik zasłaniają tkaniną piec, odstawiają stół)

 

  Scena VIII Przed Ratuszem 

Wchodzi Wojewoda i Burmistrz 

(przepycha się Maciejowa) 

 

  

Narrator: 

Tymczasem nadjechał wojewoda i wkroczył uroczyście 

I oto jakaś kobiecina, stanęła we łzach przed jego obliczem.

 

 Maciejowa:

Sprawiedliwości panie! 

Obrabowali mnie przy niedzieli. 

Zabrali koziołki i oddać nie chcieli.

 

 

 Burmistrz: 

Co też wy gadacie, dobra kobiecino?! 

Zbójcy? U nas? 

To się z prawdą mija! 

 

 

 Maciejowa: 

Prawdę mówię! to kuchcika sprawka. 

Ukradł koziołki z pastwiska za miastem. 

Do ratusza je przywiódł i pewnie zaszlachtował? 

Co ja pocznę nieboga?

 

  

Wojewoda: 

A to nowiny? 

Widzę mości Burmistrzu, 

Że sąd będziem mieli 

Zamiast gościny.

 

 

 Narrator: 

Nagle wysoko, zabeczało coś raz i drugi 

Wszyscy na komendę zadarli głowy ku górze. 

Patrzą. Oczy przecierają 

A tam na górze dwa koziołki po prostu się trykają. 

(koziołki beczą i trykają się różkami)

 


Maciejowa (szczęśliwa): 

Koziołeczki moje, śliczne, małe 

Żyjecie, a to wspaniale. 

 

(Pojawia się kuchmistrz Gąska i kuchcik) 

 

Kuchmistrz Gąska: 

Panie Wojewodo, Panie Burmistrzu 

Raczcie wybaczyć to zamieszanie 

I posłuchajcie opowieści 

O spalonej pieczeni i koziołkach małych. 

 

 

Narrator 

Wojewoda śmiał się długo i serdecznie 

A na pamiątkę krotochwilnej przygody 

Kazał do zegara koziołki dołożyć.

 

  Scena IX 

(Opuszczona kurtyna z namalowany Ratuszem)

 

 

Narrator: 

I tak po każdej wydzwonionej godzinie, 

Wybiegały z okienka dwa koziołki białe 

Ku uciesze wszystkich różkami się trykając. 

 

 

Teraz jeszcze jak za dawnych czasów 

W samo południe, gdy na Ratuszu z wieży rozlega się hejnał 

znów Koziołki małe na balkon pod zegarem wyjeżdżają  

i różkami się trykają.

 

 

I jak Polska długa i szeroka 

Nie ma takiego drugiego z koziołkami Ratusza.

 

 Ot i cała przedziwna opowieść  

o poznańskich koziołkach  

z wieży ratuszowej.

 

 Wszyscy aktorzy wychodzą i śpiewają piosenkę Sen o Poznaniu, następnie kłaniają się.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 
 
 
 

Dodaj komentarz